[Księga gości]


Inni

Caffeine i jej spojrzenie na świat

Broken ex Inny - Man That YOU Fear

Kobieta w Czerni - Vampirella

Marzyciel - Inny Broken?

Krisretek - zielono mu

InSane - Kobieta ktora nauczyla mnie elektronicznie sluchac







Historia
2021
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2020
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec





:: 02.09.2006 :: 01:36
STOP?

Często tak jest, że oboje partnerzy wiedzą od dawna, że ich związek nie ma przyszłości, że koniec jest nieuchronny, ale zgodnie odwlekają rozstanie. Przedłużają wzajemne udręczanie się w nadziei, że jeszcze się między nimi ułoży, że stanie się cud i miłość rozkwitnie na nowo. Niektórzy nie chcą wskrzeszenia związku, ale po prostu czekają, aż problem „sam” się rozwiąże - wzajemne zobowiązania i pretensje wygasną, partner podejmie „męską decyzję” i odejdzie, gdy tymczasem pojawi się ktoś nowy.
Po czym poznać, że związek się wypalił? Kiedy nadchodzi moment, w którym najlepiej, dla dobra własnego i partnera, rozstać się, położyć kres męczarni we dwoje? Czy można wskazać konkretne zachowania, gesty, słowa (niegdyś) bliskiej osoby, które świadczą o tym, że nie ma sensu przedłużać agonii związku, liczyć, że jemu/jej jeszcze się odmieni?
Duża część ludzi długo dojrzewa do decyzji o rozstaniu, tym bardziej – do rozwodu, ale w trakcie tego „dojrzewania” dręczy partnera czy to obojętnością, czy to opryskliwym traktowaniem. Wielu też nie ma odwagi zakomunikować, że odchodzi, dlatego miesiącami, a nawet latami czeka, aż ten sam podejmie taką decyzję. Stąd pytanie: kiedy nadchodzi ten moment, gdy trzeba sobie powiedzieć „dość” i się rozstać.

Komentuj (4)


:: 06.09.2006 :: 23:39
Rabia Soroda

No i stalo sie!Wokalista meksykańskiej electro-industrialnej formacji Hocico nagrywa pod szyldem Rabia Sorda! W radiu internetowym evil robot caly czas mecza A perfect world al wymiatacz i niech go mecza bo pokochalem ten utwor!Aicrag pracuje obecnie nad debiutanckim krążkiem projektu Rabia Sorda. W chwili obecnej nieznane są szczegóły tego wydawnictwa a szkoda bo juz musze miec ta plyte:P. Przybliżona data wydania albumu to koniec przyszłego roku. Nawet malo co pisze na rabiasorda.com zadnych info ale i co tam poczekam.Poza tym nad swoją nową płytą zatytułowaną "Enemistad" pracuje także klawiszowiec Hocico - Rasco Agroyam. Album ukaże się pod szyldem Dulce Liquido. KURDE CHLOPAKI SIE NIE OPIERDZIELAJA!

A co u mnie nowa praca nowe doswiadczenia umiejetnosci nowe znajomosci i to jest najwazniejsze nowe znajomosci ;p i ten amp maly komp zamocowany na moim ramieniu ze skanerem i spustem poprostu teraz czlowiek maszyna jestem DOSLOWNIE!
Komentuj (2)


:: 08.09.2006 :: 21:01

First Black Pope

Odkrylem cos nowego cos mrocznego co moze w koncu konkurowac z HOCICO, i innymi projektami duetu - Dulce Liquido i nowosc Rabia Sorda czyli Firstblackpope
No coz moja muza staje siejeszcze bardziej mroczna i jeszcze bardziej elektroniczna te wokale przepelnione krzyczacym bolem poprostu BOMBA! Cos nowego cos niespotykanego cos naprawde industrial-emb-goth Zespol to trzech kolesi czyli Scar - voice scream i programming Skelectric - klawisze Macho - perkusje i wrzaski bebnow wszystko to polaczone daje mic London After Midnight z Hocico az dostaje gesiej skorki jak slysze ich HIT "ALIVE IN HELL"
Dam wam linka tam mozna sobie chlopakow ktorzy niezle sie produkuja posluchac : http://profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendid=49540474
Kolejne odkrycie to Unter-Null slyszeliscie kiedys Arch Enemy i ten kobiecy grouling?Jak tak lub nie co mnie to interesuje to powiem tak ta mloda dziwczyna niezle wymiata i niejeden zespol powinienen sie uczyc drzec wydzierac jeczec krzyczec w bolu i agonii i ta muza no miod chlopcy i dziewczeta. JAk widzicie ostatnio nie proznuje tylko poszukuje szukam szukam i odkrywam moj swiat muzy na nowo
Pozdrawiam
Aha zapomnial bym na stronie eliszeby pojawilo sie kolejne zdjecie mojego ukochanego malutkiego sprytnego synka JEST PIEKNY! 


Komentuj (0)


:: 09.09.2006 :: 21:08
Industrial For The Masses

Panie i panowie – rewolucja rozpoczęta. Pojęcie „muzyka industrialna” (lub krócej „industrial”), ukute przez grupę skupioną wokół Genesisa P. Orridge’a wciąż jeszcze nie jest dobrze znane milionowym rzeszom szarych słuchaczy popkulturowego papu, tym niemniej sukcesywnie zakres jego oddziaływania się zwiększa. Mało tego – tu i ówdzie widać pewną modę na to słówko: oto mamy „rock industrialny”, „industrialne smaczki”, „elementy metalu i industrialu” etc. Rzecz jasna często są to jawne nadużycia, ale z drugiej strony – czym właściwie jest muzyka industrialna, jaka jest jej zadowalająca definicja? Podgatunków porobiło się wszak mnóstwo: power electronics, harsh noise, electro/EBM, dark/industrial ambient, nowa elektronika, posttechno, plądrofonia, industrial rock, industrial metal, wreszcie: scena militarna. Wszystkie te rozgałęzienia wywodzą się właśnie z industrialu, a w każdym bądź razie silnie z niego czerpią.
Definiowanie industrialu jako muzyki opartej na dźwiękach określonego rodzaju wydaje się dziś prowadzić do nikąd, bo jakżeż miałaby brzmieć taka definicja? Muzyka oparta na hałasie i dźwiękach maszyn fabrycznych? Jest całe mnóstwo projektów, które zalicza się do jakiejś odmiany industrii, a jednak brzmienia stricte przemysłowe pojawiają się tam stosunkowo rzadko. Odmiana rocka wzbogacona o brzmienia elektroniczne, dźwięki ostre i prowokujące? Bzdura, większa część industrialu ma niewiele wspólnego z jakimkolwiek rockiem. A w ogóle to okazuje się, że nawet i elektronika nie jest konieczna do robienia tego typu muzyki, o czym świadczą projekty konstruujące dźwięki z najróżniejszych materialnych odpadków współczesnego świata.
Gdybyśmy zaatakowali od drugiej strony – industrial jako wehikuł idei, pewnego szczególnego przesłania łączącego projekty... Ba, ale czy takie w ogóle jest? Mamy zwykłych eksperymentatorów, skupionych tylko na dźwięku, mamy neopogan, mistyków, magów, badaczy dewiacji i perwersji, aktywistów skrajnie lewicowych i skrajnie prawicowych. Prawdziwy konglomerat, wielki kolaż idei.
Na potrzeby tego artykułu przyjąłbym więc następującą definicję: muzyka industrialna to zbiorcze określenie wielu rozmaitych gatunków muzyki współczesnej, których wspólną cechą jest z jednej strony – w warstwie sonicznej – wyjście poza klasyczny zestaw brzmień muzycznych i sięgnięcie po wszelkiego typu dźwięki niemuzyczne, szmerowe, hałaśliwe, samplowane z rozmaitych źródeł, wielokrotnie przetwarzane etc. – a z drugiej strony (w warstwie przekazu) – opis kondycji człowieka i cywilizacji społeczeństwa postmodernistycznego, przemysłowego i informacyjnego, opis nie stroniący od ukazywania ciemnych stron panującej epoki, nie stroniący od taktyki szoku i szyderstwa.
Tytuł tych wywodów brzmi Dwie zasługi industrialu i ma to pewien sens. Za pierwszą zasługę muzyki industrialnej uważam otwarcie muzyki na świat hałasu. Oczywiście – pierwszy był Luigi Russolo ze swoim intonarumori, potem cała rzesza eksperymentatorów pokroju Cage’a, Ligyetego, Stockhausena etc. Wszyscy oni byli jednak przedstawicielami bardzo akademickiego środowiska tzw. „muzyki współczesnej”, oderwanego od popkulturowej codzienności. Industrial stworzył pomost między eksperymentami owych kompozytorów, a światem młodzieżowego undergroundu, klubów muzycznych, światem rocka i domowych studiów. Industrial otworzył na oścież puszkę Pandory, którą hermetyczna awangarda raptem lekko ponakłuwała, wyzwalając pierwsze nieśmiałe zgrzyty. Ale pod koniec lat 70-tych nastąpiła eksplozja – hałas wymknął się spod kontroli, szalony, ekstremalny, ale będący wszak nieodłącznym elementem codzienności, życia w świecie rozwrzeszczanych tłumów i wiecznie łomoczących machin. Od tej chwili może wydarzyć się wszystko. Modelowym przykładem jest tu wspomniany już Merzbow – w muzyce Masami Akity jest pewien porządek, pewna zagadkowa harmonia – ale to paradoks, wszak trzonem pozostaje chaos i hałas, w którym splatają się ze sobą tysiące dźwięków. Pisząc te słowa słucham albumu „1930”. To dźwięki tęczy: feeria barw, układających się w przecudne, zaplątane i nawarstwiające się struktury, zrozumiałe jednak tylko dla wtajemniczonych. Albowiem tworzywem nie są tu brzmienia klasycznych instrumentów: noise otwiera nas na dużo szersze spektrum brzmień. I z początku jest ciężko, tak samo jak ciężko czasem otworzyć okno zapyziałego pokoju, by wpuścić do środka ożywczy powiew mroźnej burzy śnieżnej. Jak mówi polski artysta noise, Zbigniew Karkowski: Nie podoba mi się to, że gdy pisze się nuty, pierwsze co trzeba zrobić, to ustalenie wysokości dżwięku. Mnie interesuje sam dźwięk - to nie ważne, czy jest to C, D, A, czy B. I nieco dalej: Noise to w zasadzie wszystkie dźwięki, podczas gdy w poważnej muzyce używa się zwykle niewielkiego wycinka skali.
Czy hałas to afirmacja brzydoty? Tak może być, ale – interpretacji industrialu jest mnóstwo. Owszem – hałas jako sposób opisu zjawisk patologicznych, perwersyjnych, wyklętych (Genocide Organ, Whitehouse, Suttcliffe Jugend), ale także hałas jako źródło krańcowych doznań estetycznych (coś w rodzaju sportów ekstremalnych: wielkie ryzyko i wielkie emocje), hałas jako zgoła infantylna zabawa dźwiękiem (rodzime XV Parówek), wreszcie: hałas jako rytuał oczyszczenia (zalecam kilka utworów Merzbow lub Masonny po ciężkim, nudnym i przytłaczającym dniu w pracy lub szkole – to lepsze niż kubeł zimnej wody...). Ważne jest także to, że owo osiągnięcie muzyki industrialnej stopniowo zaczęło przenikać do innych stylów muzycznych, do popkultury. To słychać – w zespołach electro, techno, w kapelach rockowych etc. Eksperymentalne intra, przerywniki, niesamowite efekty, balansowanie na pograniczu muzyki i czystego zgiełku – często korzenie tych zabaw tkwią właśnie w rewolcie industrialu, nawet jeśli sami artyści nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Industrial odmienił więc oblicze muzyki, dając jej nowy zakres dźwięków, otwierając setki nowych komnat w sonicznym labiryncie.
Kwestia druga – po szmerach i zgrzytach – to technika przedstawiania słuchaczowi przekazu. Do podstawowego zestawu technik industrialu (we wszelkich jego odmianach, od noise po military) należą wszelkiego rodzaju gry skojarzeń, aluzje, pastisze, sugestie, niedopowiedzenia, parodie etc. To jest potężna, ale i tajemna broń – niekoniecznie otwarte teksty, jak w rockowych piosenkach, ale właśnie techniki bardziej subtelne. Można rzec: obrzydzanie przez pozorne zachęcanie, zachęcanie przez pozorne obrzydzanie. Utwory wielu grup industrial roją się od fragmentów politycznych przemówień (nieraz z kręgów największych totalitaryzmów), od strzępków piosenek popowych i reklamowych, od sampli z utworów żołnierskich i patriotycznych, od wycinków z radia i telewizji, a wszystko to mieszane jest niczym w tyglu – niekiedy przypadkowo, często jednak z określonym zamysłem. Pierwszy z rzędu przykład: Von Thronstahl – Bellum Sacrum Bellum? – płyta kapeli, która oczywiście nie przynależy do esencjonalnego kanonu gatunku, raczej balansuje gdzieś na przecięciu militarnego industrialu, rocka, electrobeatów i neofolku, ale może właśnie dlatego skupia w sobie jak w soczewce to, o czym pisałem. Sam tytuł: Wojna, święta wojna.... Ale znak zapytania na finiszu – a to zasadniczo zmienia znaczenie... Co w środku, na krążku? Ano, relacje telewizyjne i radiowe z Bliskiego Wschodu, krzyki maszerujących żołnierzy, europejskie pieśni wojskowe, kazania, okrzyki, melodie orientalne, mało tego: ostre, piorunujące rytmy zespolone z patetyczną symfoniką. Słowem – kalejdoskop, z którego wyłania się jednak pewne przesłanie... Jakie? Zachęcam do pomyślunku... A poza tym warto poznać także prowokacje Laibach, Death In June czy dziesiątek innych projektów, specjalizujących się w prowokacji, demaskacji i we wszelkim innym przekomarzaniu się ze słuchaczem. Weźmy słynny cover Life is Life w wykonaniu Laibach: muzycznie to coś na kształt monumentalnej pieśni masowej, niesionej głosami fanatycznego tłumu… To 1 maja w Moskwie w apogeum stalinizmu, to Parteitag w Norymberdzie, marszowe rytmy odmierzają czas, który pozostał do ostatecznej kulminacji siły... Genialny utwór – pozornie bardzo muzyczny, melodyjny etc. – ale z ducha industrialny, industrialny do potęgi! Monumentalny pastisz i muzyki pop, i totalitaryzmu, dokonany nowoczesnymi technikami artystycznymi. A przecież techniki podobne do laibachowskich i w ogóle industrialnych przejęły liczne zespoły rockowe, od czasu do czasu ubarwiające swoje utwory samplowanymi kolażami, cytatami i aluzjami. Kolejny przykład przesiąkania...
Jest rok 2006, burza trwa już 30 lat. Ile potrwa jeszcze? Zapewne tyle, ile będzie trwał ten świat – świat, który zrodził muzykę industrialną. Albowiem każda epoka ma taką muzykę, na jaką zasługuje, taką, jaka najlepiej oddaje jego naturę. To proces nieuchronny – społeczeństwo drugiej połowy XX wieku musiało doczekać się industrialu. Tak oto rzuca nam się prosto w twarz nas samych i to, co wykreowaliśmy wokół siebie – ale wszystko to dodatkowo przepuszczone przez krzywe zwierciadło szyderstwa. Burza trwa, a dokoła narasta pstrokacizna i śmietnisko. Czym to się skończy? Cóż, być może niektórzy z nas dożyją czasów, gdy wszelka dzisiejsza muzyka i kultura umrze, a na gruzach Europy i Ameryki grupki koczowników dodawać będą sobie otuchy pierwotnym śpiewem i brzmieniami pasterskich fletów...
Dziś jednak hałas jeszcze króluje. Kiedyś może zje sam siebie...

Komentuj (3)


:: 18.09.2006 :: 19:42

OH MY GOTH! GOTH IS DEATH

Rock gotycki pojawił się na dobre na początku lat 80-tych. Obok new romantic i cold wave był kierunkiem, który wyparł z muzycznego świata punk i psychodelię, królujące w buntowniczych, hipisowskich i narkotycznych latach 70. Nowe kierunki muzyczne zwróciły swoje zainteresowanie, co było nowością, na jednostkę, jej problemy, frustrację i lęki. Anarchistyczny bunt, ideologie społeczne czy problemy filozoficzne zeszły wyraźnie na drugi plan. Co prawda pierwsze zespoły, które określano mianem gotyckich czerpały jeszcze z punk rocka ale z czasem drogi tych dwóch gatunków wyraźnie się rozeszły. Wciąż trwają spory na temat tego, kogo tak naprawdę uznać za prekursora gatunku. Większość jednak przychyla się do zdania iż była nim brytyjska formacja Bauhaus. Wydany w 1979 roku pierwszy singiel Bauhausu "Bela Lugosi's Dead" zarysował ramy nowego gatunku. Mroczna atmosfera utworu, narastające napięcie, demoniczny wokal oraz wampiryczny tekst stały się odtąd znakiem rozpoznawczym gotyku. Ogromny wpływ na kształtowanie się oblicza gotyku miały także inne dwie brytyjskie formacje: Joy Division oraz The Cure. W odniesieniu do The Cure sformułowanie oblicze można potraktować wręcz dosłownie gdyż image lidera tej formacji Roberta Smith'a stał się wzorem do naśladowania dla wielu późniejszych gotyckich muzyków i słuchaczy. Ale wróćmy do muzyki. Zarówno Joy Divison jak i The Cure rozpoczynały jako zespoły nazwijmy to późno-punkowe. Dopiero następne albumy, w przypadku Joy Division - "Closer", a w odniesieniu do The Cure - trylogia: "17 seconds", "Faith" i "Pornography" przesądziły o brzmieniu i obliczu tych grup, stając się ponadczasowym i niedoścignionym wzorcem dla późniejszych wykonawców. Obu grupom daleko było do doskonałości technicznej, lecz olbrzymi ładunek emocji zawarty w ich muzyce połączony z indywidualnościami liderów przesądził o nieśmiertelności wymienionych albumów. Joy Division rozpadło się po samobójczej śmierci Iana Curtisa, zaś lider The Cure, wyczerpany psychicznie, nigdy nie powrócił już do stylistyki "trylogii". Należy dodać, że obie grupy uważane są raczej za pionierów tzw. zimnej fali (cold wave) niż klasycznego rocka gotyckiego; wpływ ich jednak na grupy gotyckie i początki gatunku jest bezdyskusyjny. Pierwsze formacje gotyckie skupiały się wokół wiodącej wtedy wytwórni 4AD. Wspomniany Bauhaus nagrał tam swoje pierwsze dwie płyty, nagrywali także: X-Mal Deutschland, Modern English, Dead Can Dance czy Clan of Xymox. Poza 4AD funkcjonowały także formacje, których twórczość wpłynęła na rozwój gatunku, żeby wymienić tylko: Christian Death (amerykański odpowiednik Bauhausu), Alien Sex Fiend, Virgin Prunes, Danse Society czy Southern Death Cult (późniejszy The Cult). W drugiej połowie lat osiemdziesiątych sytuacja nieco sie zmieniła. Legenda 4AD upadła, na rynku pojawiła się wytwórnia SPV, a prym wśród grup gotyckich przejęły Fields of the Nephilim oraz The Sisters of Mercy. Po kilku udanych albumach obie te grupy jednak rozpadły się, kontynuując twórczość w mniej udanych projektach. Szybko więc wyczerpał się potencjał twórczy Wayna Husseya byłego gitarzysty S.O.M i założyciela The Mission i tylko albumy 1 (God's Own Medicine) oraz 3 (Children) i 4 (Carved In Sand) można uznać za warte uwagi. Podobnie lider Fields of the Nephilim, Carl McCoy, uwikłał się w motoryczno-industrialno-metalowe Nefilim, a pozostali członkowie grupy powołali formację Rubicon, której dokonania najlepiej w ogóle pominąć milczeniem. Andrew Eldritch wprawdzie kontynuował działalność The Sisters of Mercy w składzie, który zmieniał się tak jak humory lidera. Tuż po rozpadzie, pod nazwą Sisterhood wydał naprędce "Gift", album krótki i nieco inny niż dotychczasowe dokonania. Wreszcie po latach milczenia pojawiła się płyta "Vision Thing", album dobry ale już luźno związany z gotykiem. Jeszcze tylko prowokacyjny singiel "Under The Gun" i Eldritch zamilkł na dobre (jeżeli nie liczyć paru skandali, w które się w międzyczasie uwikłał).

Teraźniejszość

Tak więc schyłek lat osiemdziesiątych wydawał się być końcem rocka gotyckiego. Wtedy do ataku ruszyły formacje niemieckie. Gdy fani gotyku nostalgicznie odkurzali stare albumy, na rynku zaistniało Love Like Blood. Grupa początkowo bardzo wyraźnie czerpała z dokonań poprzedniczek. Z czasem jednak wypracowała własne, charakterystyczne brzmienie i doczekała się także naśladowców. Wytwórnie płytowe wydające grupy gotyckie zaczęły wyrastać jedna po drugiej. Tak więc obok SPV, pod którego skrzydłami znajdowało się wciąż wiele sublabelów wydających gotyk, zaistniały także nowe, samodzielne wytwórnie. Jedną z nich było Dion Fortune Records. W niej narodził się nowy heros rocka gotyckiego - Garden of Delight. W zasadzie można odwrócić wnioski i stwierdzić, że to narodziny tej formacji przesądziły o sukcesie Dion Fortune. Owiana tajemnicą grupa, która deklarowała swoiste przesłanie swojej działalności, przyrzekając nagranie 7 płyt w ciągu 7 lat, a następnie rozwiązanie, wzbudziła zainteresowanie gotów. Zainteresowanie owo zostało wzmocnione kolejnymi coraz bardziej udanymi albumami G.O.D.. W międzyczasie pojawiały się kolejne grupy gotyckie: The Merry Thoughts, Umbra et Imago, Angina Pectoris, Girls Under Grass, Das Ich, Suspiria, Midnight Configuration, London After Midnight, Nosferatu, wnosząc świeży powiew do zatęchłego już nieco gotyckiego panteonu. Dziś wytwórnie takie jak Nightbreed, Cleopatra, Apollyon, Hyperium, Dion Fortune Records, Apocalyptic Vision czy Glasnost Records grupują pod swoją egidą wiele nowych, obiecujących wykonawców z całego świata, grających rocka gotyckiego . Rozwijają się także odłamy tego gatunku, jak choćby elektroniczny, sentymentalny - dark wave (Diary of Dreams, Deine Lakaien, Drown for Ressurection,London After Midnight) oraz z drugiej strony medalu tzw. gotyk-metal, dość karkołomnie łączący zawarte w swej nazwie gatunki (Theatre of Tragedy, Paradise Lost etc.). Tak więc gotyk nie umarł i ma się całkiem dobrze, śmiało krocząc ku nowemu millenium, a i jego legendy głoszą już wieści o swoim zmartwychwstaniu.

Man Machine


Kolejny dzien minal w nowej pracy no i w koncu pierwsza zarabista norma 98%
Czyli czlowiek maszyna zaczynam sie pomalu stawac robotem podlaczonym do komputerka z zamontowanym skanerem i okablowanym ramieniem i podlaczony do systemu operacyjnego pouszajacy sie z predkoscia dzwieku Ale z duma patrze w przyszlosc i stwierdzam jedno staje sie tym kim chcialem sie stac MASZYNA!
Dodalem linka w ktorym ukazuje nowoczesnego industrailnego pracownika TESCO!
MAN MACHINE


Komentuj (6)




Lay by ^okaleczona^
Photo from devART